Dawno mnie tu nie było z cyklem inspirowanym kolorami Islandii. Ostatnio popełniłam nietypową czapkę z islandzkiej wełny w kolorach wziętych z okolic lodowca Vatnajokull, a więc szary melanż odzwierciedlający różnorodność odcieni wiekowego lodu, jasna i ciemna zieleń niezliczonych gatunków mchów i porostów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lopi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lopi. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 października 2015
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Farbowanie marzanną barwierską // Dyeing with dyer's madder.
Tym razem pochwalę się wspaniałym rezultatem barwienia marzanną barwierską. Skorzystałam z porady w "Farbowaniu barwnikami naturalnymi" i pilnowałam, żeby nie zagotować marzanny.
Tak jak poprzednio, wełnę uprzednio namoczoną, gotowałam w wodzie z ałunem. Korzenie marzanny (suszone) namoczyłam na noc w miseczce. Powoli podgrzewałam korzenie w około 4 litrach wody (miałam 50 g wełny do zafarbowania), gdy wywar zaczął lekko parować dodałam wełnę i utrzymywałam wywar na granicy wrzenia przez 2 godziny. Następnie zostawiłam całość do powolnego wystudzenia i odsączyłam wełnę. Na koniec wypłukałam w wodzie z octem dla utrwalenia, a oto moje dzieło:
| Namoczone korzenie marzanny, około 30 g. // Soaked roots of madder, around 30 g. |
niedziela, 15 grudnia 2013
Wełna farbowana wrotyczem. // Wool dyed with tansy (tanacetum vulgare).
Mamy wokół siebie najbardziej ponurą porę roku, zachciało mi się więc pobawić trochę z kolorami. Po powrocie z Islandii od razu zabrałam się za chomikowanie roślin, które jeszcze się ostały w październiku i mogłyby się przydać do naturalnego barwienia. Do dyspozycji miałam więc kilka pęczków wrotyczu, który suszył się pod sufitem oraz niewielką ilość korzenia marzanny barwierskiej, którą podarowała mi Feima. Dziś będzie o wrotyczu.
Przepis:
Przepis:
Kwiatostany wrotyczu namoczyłam na noc w osobnym garze. Jeżeli korzysta się ze świeżo zebranych kwiatostanów, ten etap jest zbędny.
Bejcowanie.
Wełnę niebarwioną (korzystam z islandzkich zapasów) przewinęłam z motków w luźne sploty na przedramieniu, żeby łatwiej dotarły do niej wszystkie składniki. Wełnę namoczyłam, żeby dokładnie wchłonęła bejcę. Do gara emaliowanego wlałam kilka litrów wody i dodałam 4 łyżki ałunu. Mokrą wełnę wrzuciłam do gara z ałunem i zaczęłam na małym ogniu podgrzewać. Po doprowadzeniu do wrzenia, gotowałam powolutku przez następną godzinę, po czym pozostawiłam do powolnego studzenia. Wystudzona, odsączona wełna czekała przez noc na dzień farbowania.
Farbowanie.
Dobrze już namoczony wrotycz dopełniłam wodą (nie bawię się w zbieranie deszczówki, zwłaszcza w tak suchy grudzień, woda w moim kranie jest dość twarda i zazwyczaj przed farbowaniem ją przegotowuję, ale czasem mi się zwyczajnie nie chce. W ogóle zazwyczaj przy farbowaniu wszystko robię na oko :] ). Na małym ogniu podgrzewałam wywar (około 45 - 60 minut), a gdy zaczął wrzeć, gotowałam przez godzinę. Wyjęłam większość zielska z wywaru, odsączyłam i dodałam porcję wełny oraz żelazną sztabkę. Tak kąpała się dwie godziny, a potem powoli stygła w wywarze.
Na koniec wełnę wymoczyłam w wodzie z octem i dobrze wypłukałam.
Drugą porcję wełny tak samo przygotowanej, wrzuciłam do gorącego wywaru i pozostawiłam na noc do wymoczenia.
Kolor wyszedł śliczny i całkiem intensywny, bardzo ładna zieleń z której powstaną zapewne rękawiczki dla mnie :)
Very short translation:
Bored with ugly autumn weather I decided to do something colorful. I dyed some icelandic yarn with tansy blssom (tanacetum vulgaris) with addition of iron and potassium alun. Here are pleasing results.
sobota, 2 listopada 2013
Skarpety z lopi.
czwartek, 17 października 2013
Brązy lopi - jesienne igłowe.
Nadrobię troszkę zaległości w publikowaniu, zatem oto dwie czapki z islandzkiej wełny, które powstały w ostatnich dniach przed wypłynięciem z Islandii oraz na promie, budząc przy tym niemałe zaciekawienie :)
Wrzucam też najnowsze skarpety na zamówienie, które już niedługo powędrują do nowego właściciela.
Wrzucam też najnowsze skarpety na zamówienie, które już niedługo powędrują do nowego właściciela.
sobota, 31 sierpnia 2013
Islandia igłą malowana cz. III
Czapka na zamówienie. Głęboka, zakrywająca uszy, specjalnie na islandzkie słoty. Roślinka, która była kolorystyczną inspiracją to często występująca niska odmiana jakiejś islandzkiej lebiodki. Taka jest moja teoria sądząc po wspaniałym słodko ziołowym zapachu, jaki unosi się zawsze, gdy się jej dotknie. Takie islandzkie karłowate oregano :)
sobota, 20 lipca 2013
Skarpety do zadań specjalnych.
Kolejna produkcja z krainy lodu i ognia: męskie pancerne skarpety, które z pewnością wytrzymają niejeden deszcz, śnieg, błoto czy wybuch wulkanu, a przy tym zapewnią komfort właścicielowi.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Islandia igłą malowana - cykl.
Już od dłuższego czasu chodzi mi po głowie mały projekt związany z pobytem na Islandii. Wokół tak pięknie, że aż żal nie wykorzystać tego jak natura krzyczy do mnie pięknymi zestawieniami barw. Zatem w miarę możliwości czasowych i finansowych będę się starała publikować moje wysiłki ujęcia piękna islandzkich krajobrazów w moich wyrobach naalowych :)
Zapraszam na mały trailer.
Ah i przy okazji chciałabym też pochwalić się nowym logo, które od teraz będzie reprezentowało moją działalność :)
środa, 22 maja 2013
Skarpety z lopi.
Bawię się metodami konstrukcji pięty. No i oczywiście nadal rozkoszuję się pracą z nową wełną :) A wyniki moich poczynań poniżej: rewelacyjnie ciepłe skarpety rozmiar 39.
Pochwalę się także najnowszą zdobyczą: jako tło dla skarpet służy śliczna wełniana tkanina o splocie płóciennym, upolowana w sklepie z używanymi rzeczami w Reykjaviku. Posłuży jako moja chusta i pelena :)
piątek, 10 maja 2013
Lopi znaczy przędza - moja nowa miłość!
Dziś co nieco o islandzkiej włóczce. Jakiś czas temu, udało mi się wreszcie wybrać do sklepu w poszukiwaniu włóczki na sweter, który miała dla mnie wykonać znajoma Islandka. Od razu dodam, że tutaj całe działy poświęcone dziewiarstwu są niemal w każdym większym sklepie! Regały wypełnione wełną w rozmaitych kolorach, splotach i grubościach, a do tego półki niczym w bibliotece zastawione książkami i katalogami z wzorami! Istny Raj.
Wpadłam więc pewnego dnia do takiego sklepu (swoją drogą czynnego 24h, więc w każdej chwili, gdy mi zabraknie wełny mogę się tam wybrać) i spędziłam chyba godzinę na obmacywaniu, porównywaniu i wybieraniu kolorów na mój przyszły sweter, a przy okazji ładując do koszyka kilka motków pod naalbinding :)
A teraz wrażenia z pracy na nowej wełence: już nigdy nie użyję innej! Przędza ma grubość idealną do wyrobów igłowych, tak ciężką do zdobycia w Polsce. Teraz dopiero moje wyroby nabrały tego "czegoś", są mięsiste, grube i cieplutkie. Wełna grzeje nawet podczas dziergania, a przy tym jest miła w dotyku i nie gryzie. Również kolory świetnie nadają się do celów rekonstrukcyjnych, są stonowane, naturalne i porównywalne do uzyskiwanych barwnikami naturalnymi.
No i cena! Praktycznie polska - kilkanaście złotych za 100g. Przynajmniej ta jedna rzecz jest na Islandii tania :P
A teraz mała próbka ostatnich igłowań, chciało mi się zieleni, bo w otoczeniu jej brak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















